Kursy walut miesiąc po szczycie, kurs euro pogłębia spadki, dolar oddaje teren

Ważnym elementem układanki spychającej kursy walut na niższe pułapy stał się środowy odczyt inflacji w USA

Równo przed miesiącem letnia wyprzedaż złotego osiągała kulminacyjny punkt. Za euro i dolara płacono wtedy po 4,85. Główne waluty zrównywały się wartością po raz pierwszy od blisko 20 lat. Na rynkach rządził strach przed kryzysem energetycznym w Europie i kontynuacją agresywnej walki z inflacją przez Fed.

 

Notowania złotego: spełniają się optymistyczne prognozy kursu euro

Od tego czasu nastroje na światowych giełdach i kondycja złotego wyraźnie się poprawiły. Inwestorzy odwrócili się natomiast od dolara. W połowie sierpnia za euro płacimy mniej niż 4,70 zł a dolar, wraz z odbiciem EUR/USD z parytetu ponad 1,03 potaniał o ok. 30 groszy. Frank w relacji do złotego w tym czasie stracił znacznie mniej, niewiele ponad 1 proc. W rezultacie CHF/PLN pozostaje ponad 4,80.

 

 

Ważnym elementem układanki spychającej kursy walut na niższe pułapy stał się środowy odczyt inflacji w USA, który wraz z raportem z rynku pracy z poprzedniego piątku podsyca nadzieje, że Fed nie będzie musiał podnieść stóp procentowych obecnych 2,5 aż do 4 proc., a gospodarka uniknie poważnych tarapatów. W ostatnich dniach inwestorzy skupili się na tym aspekcie tak mocno, że szum informacyjny dotyczący kryzysu energetycznego i wątpliwości dotyczących uruchomienia finansowania dla Krajowego Planu Odbudowy nie wywarł na rynku złotego większego wrażenia.

Kursy walut PLN w relacji do USD, EUR, CHF, GBP i innych głównych walut, źródło: Bloomberg

Kursy walut PLN w relacji do USD, EUR, CHF, GBP i innych głównych walut, źródło: Bloomberg

Po spadku EUR/PLN pod 4,70 kolejnym celem powinny być okolice 4,65. To pułap, który zatrzymał zniżkę kursu na starcie kwartału oraz średni poziom notowań w tym roku. Prognozy Cinkciarz.pl zakładają, że na koniec września za wspólną walutę będziemy płacić około 4,60 zł. Minięcie przez amerykańską inflację szczytu ma szansę napędzać kapitał na rynki wschodzące. Powinniśmy to zaobserwować również pod postacią dalszego cofania się rentowności polskich obligacji skarbowych. Spodziewamy się też, że w notowaniach dolara zostanie podtrzymana korekta wymazująca tegoroczny skok wartości amerykańskiej waluty.

Złoty: inflacja nie powiedziała ostatniego słowa, ale stopy NBP na finiszu cyklu

Zagrożeniem dla złotego nie powinna być krajowa polityka pieniężna. Dzisiejsze, ostateczne dane o cenach w lipcu zostały symbolicznie, o jedną dziesiątą punktu procentowego zrewidowane w górę. Oznacza to, że inflacja minimalnie pobiła rekord. Ceny w ujęciu rok do roku rosną w tempie 15,6 proc. rok do roku, czyli najszybciej od ćwierćwiecza.

W porównaniu z czerwcem podniosły się o 0,5 proc. Nowy rekord inflacji nie zmienia faktu, że najgwałtowniejsze skoki cen, które po napaści Rosji na Ukrainę przekraczały trzy procent z miesiąca na miesiąc, są za nami. Impet wzrostu cen na moment przygasł, ale inflacja nie jest pod pełną kontrolą.

Inflacja w Polsce, źródło: Bloomberg

Inflacja w Polsce, źródło: Bloomberg

W całym roku jej średni poziom wyniesie kilkanaście procent, na koniec 2023 roku wciąż może przybierać wartości dwucyfrowe. Co gorsze, inflacja już za kilka miesięcy znów może mocno podbić. Z jednej strony przyczynią się do tego efekty bazy statystycznej powiązane z wprowadzeniem pierwszej odsłony tarczy antyinflacyjnej. Z drugiej strony przed nami nieuniknione podwyżki cen rachunków za ogrzewanie, prąd i wodę.

To, o ile w najbliższych miesiącach wzrosną, jest wciąż niewiadomą i zależy od decyzji Urzędu Regulacji Energetyki, czy Wód Polskich. Nie można także zapominać, że Europie wciąż głęboko zagląda w oczy także widmo kryzysu gazowego w najbliższym sezonie grzewczym. W rezultacie obecnie wszystko wskazuje, że proces wygasania inflacji może być ekstremalnie długi.

Mimo to wzrosło prawdopodobieństwo, że RPP po wakacyjnej przerwie pozostawi stopy procentowe na poziomie 6,5 proc. Gospodarka ostro hamuje i znajduje się w technicznej recesji. Wstępnie szacujemy, że w 2023 roku PKB wzrośnie o mniej niż jeden procent. Dynamika wynagrodzeń przestała dotrzymywać kroku inflacji, zagrożenie niebezpiecznego rozkręcenia się spirali plac i cen wyraźnie osłabło.

Pomimo stymulacji fiskalnej, gaśnięcie koniunktury sprawi, że popytowa presja na ceny będzie słabnąć a charakter i źródła procesów cenowych pozwolą RPP patrzeć na przyszły skok cen przez palce. Poprawa kondycji złotego to istotny, ale niejedyny rynkowy argument dla zwolenników szybkiej finalizacji cyklu. W nowych warunkach presja na złotego w przypadku braku podwyżki będzie zapewne mniejsza niż gdyby podobna sytuacja miała miejsce przed wakacjami.

Źródło:comparic.pl

 

 

 

<< Aktualności
zamknij